Nowe, jeszcze pachnące drukiem książki zawsze sprawiały mi radość. A szczególnie te, które kupowałam sobie sama. Jedni, żeby poprawić sobie humor kupują buty, inni ciuchy, słodycze, a ja zawsze książki. Był czas, że co miesiąc moja biblioteczka wzbogacała się o kolejne pozycje. Ostatnio nastąpiła mała przerwa, bo wolałam pobuszować w sklepie z ubrankami dla dzieci.:) (I nadal to kocham.) Ale wyszedł nowy kryminał Marka Krajewskiego. Po cichu liczyłam, że dostanę go na urodziny... no i dostałam od samej siebie, miesiąc po nich... Ale nic to, tak już od jakiegoś czasu jest, że najbardziej trafione prezenty robię sobie sama. Pachnąca, świeżutka książka wywołuje mój uśmiech, po ostatnich wydarzeniach jest balsamem dla mojej zranionej duszy. Po przeczytaniu kilkunastu stron już wiem, że nie będę mogła się od niej oderwać, a jednocześnie nie będę chciała, żeby się skończyła. Tak zawsze miałam z kryminałami Krajewskiego. Jestem w stosunku do niego bezkrytyczna, ale pociaga mnie stworzona przez niego fabuła. Zmykam więc, by razem z Popielskim rozwiązać kolejną zagadkę.
wtorek, 6 października 2015
poniedziałek, 5 października 2015
Ból
Świat rozpadł się na milion drobnych kawałeczków.
Serce krwawi, dusza boli.
Do oczu wciąż napływają nowe łzy. Morze łez.
Wokół sama szarość.
I tylko mała istotka obok mnie sprawia, że jeszcze się uśmiecham, staram się odnaleźć, poskładać kawałeczki siebie.
niedziela, 5 lipca 2015
Małe szczęście
Syn.
Moje największe szczęście w życiu.
Mój skarb.
Aniołeczek, na którego mogę patrzeć godzinami.
Jego uśmiech wywołuje u mnie radość.
A płacz - smutek.
Niewinny, bezbronny.
Ukochana istotka na świecie. :)
Za niego oddałabym życie.
Cud, o którym nie śniło mi się marzyć.
Zawsze będzie moim malutkim słoneczkiem.
piątek, 8 maja 2015
Wiosnne przesilenie
Wiosna jest moją ulubioną porą roku, bo wtedy wszystko budzi się do życia. Uwielbiam wsłuchiwać się w śpiew ptaków, obserwować rosnącą trawę, kwitnące kwiaty i zieleniejące się drzewa. A najpiękniejszy jest moment, w którym wszystko w jednej chwili wyrasta w taki sposób, że ciężko ogarnąć to wzrokiem.
W tym roku inaczej przeżywam wiosnę. Nie jeżdżę rowerem, nie biegam, nie chodzę po górach, nie robię też jej tysiąca zdjęć, a tylko obserwuję, myślę, podziwiam... Nadrabiam wieczne zaległości w czytaniu, bo tylko do tego jestem teraz zdolna, choć zdarza mi się zasnąć nawet nad bardzo ciekawą książką. Rozleniwiłam się do tego stopnia, że nie mam ochoty włączyć komputera.
niedziela, 29 marca 2015
Twórczo ;)
Od siedzenia w domu zaczynam wariować. Nie znoszę bezczynności. Nie potrafię usiedzieć w miejscu nawet wtedy, gdy nie mam siły. Zbyt dużo mam w sobie chęci "robienia czegoś" i przyzwyczajenia do aktywności. Postanowiłam więc wyżyć się twórczo.
W związku ze zbliżającymi się wielkimi krokami świętami połączyłam przyjemne z pożytecznym i zaczęłam tworzyć wielkanocne kartki dla rodziny i znajomych. Z jednych jestem bardziej zadowolona, z drugich trochę mniej, ale satysfakcja, że są one w całości wykonane przeze mnie jest ogromna. A wszystko zaczęło się jeszcze w pracy jakieś 2 lata temu, kiedy z bibliotecznymi koleżankami robiłam je po raz pierwszy. Tak mi się to spodobało, że postanowiłam spróbować swoich sił w domu. Powoli zaczynam gromadzić różne materiały, by kolejne były piękniejsze i bardziej oryginalne. Może te tegoroczne bożonarodzeniowe będą lepsze od tych zeszłorocznych...
Krokusowo :)
Wiosna nastraja optymistycznie. Ostatni tydzień pełen słońca tak właśnie na mnie działał. Dziś co prawda pogoda nie rozpieszcza, ale dzięki aleksandrowskim krokusom, którym zdjęcia zrobiłam jakieś półtora tygodnia temu, w ten pochmurny dzień zdecydowanie lżej mi na duszy. Szafrany zawsze wywołują mój uśmiech. Chyba żadne inne kwiaty nie sprawiają mi tyle radości. Może dlatego że po szarej zimie, to one jako jedne z pierwszych ozdabiają świat. A może dlatego że kojarzą mi się z Tatrami. Tylko raz dane mi było cieszyć się widokiem tatrzańskich krokusów. Niesamowite przeżycie! Co prawda nie spełniło się jeszcze moje marzenie o kwitnącej Polanie Chochołowskiej i w tym roku znów nie uda mi się tego zobaczyć, ale nie tracę nadziei, że kiedyś moje oczy ujrzą ten zapierający dech w piersiach widok. :)
piątek, 27 lutego 2015
Książkomania
Kupowanie książek od zawsze poprawiało mi humor. Bo zakupy mają to do siebie, że sprawiają radość. Ale nic tak nie wywołuje uśmiechu na mojej twarzy jak nowa pachnąca książka, która przenosi mnie w inny świat podczas czytania.
Nie wyobrażam sobie domu bez książek, bo bez nich wydaje mi się on pusty i zimny, brak w nim poczucia bezpieczeństwa. Samo posiadanie książek nie dałoby mi tyle radości, gdyby nie ich czytanie. W końcu dzień bez czytania, to dzień stracony. ;) I nawet nie jest do końca ważne czy czytamy romans, kryminał, literaturę popularnonaukową, czy "co tam kto lubi". Liczy się sam fakt oddawania się lekturze, która rozbudza wyobraźnię i poszerza słownictwo. Choć muszę przyznać, że na niektóre pozycje zwyczajnie szkoda mi czasu.
Wszelkie promocje, rabaty na książki są dla mnie... wykańczające, bo nie potrafię przejść obok nich obojętnie. A miejsca na półkach zacznie powoli brakować. Niektórzy mogliby powiedzieć, że już go nie mam, ale ważne, że ja na razie tego nie zauważam. ;) Czy to uzależnienie? Zapewne tak, ale każdy jakieś ma. Czy jest niebezpieczne? Zapewne jak każde, ale na szczęście nie wydaję ostatnich pieniędzy na książki.
Obiecałam Asi, że wrócę do blogowania. Asiu, wracam! ;) Powoli, jeszcze trochę tak nieśmiało, ale będzie lepiej. Muszę tylko się rozkręcić.
Nie wyobrażam sobie domu bez książek, bo bez nich wydaje mi się on pusty i zimny, brak w nim poczucia bezpieczeństwa. Samo posiadanie książek nie dałoby mi tyle radości, gdyby nie ich czytanie. W końcu dzień bez czytania, to dzień stracony. ;) I nawet nie jest do końca ważne czy czytamy romans, kryminał, literaturę popularnonaukową, czy "co tam kto lubi". Liczy się sam fakt oddawania się lekturze, która rozbudza wyobraźnię i poszerza słownictwo. Choć muszę przyznać, że na niektóre pozycje zwyczajnie szkoda mi czasu.
Wszelkie promocje, rabaty na książki są dla mnie... wykańczające, bo nie potrafię przejść obok nich obojętnie. A miejsca na półkach zacznie powoli brakować. Niektórzy mogliby powiedzieć, że już go nie mam, ale ważne, że ja na razie tego nie zauważam. ;) Czy to uzależnienie? Zapewne tak, ale każdy jakieś ma. Czy jest niebezpieczne? Zapewne jak każde, ale na szczęście nie wydaję ostatnich pieniędzy na książki.
Obiecałam Asi, że wrócę do blogowania. Asiu, wracam! ;) Powoli, jeszcze trochę tak nieśmiało, ale będzie lepiej. Muszę tylko się rozkręcić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

